Gorące tematy: Wybory 2020 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
187 postów 1679 komentarzy

tatarka

Tatarka - "Ty który stwarzasz jagody królika z marchewką lato chrabąszczowe cień wielki małych liści/.../ spraw niech poeci piszą wiersze prostsze od wspaniałej poezji" -ks. Jan Twardowski

Ale...czy piosenka "Wnuki Górskiego" będzie prorocza jak mini opowiadanie "Skok na EURO"?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Posłuchaj "Wnuków Górskiego" - nie jest to hymn na Euro 2012 lecz adaptacja mojego wiersza napisanego w kilka godzin po losowaniu grup w Kijowie.

YouTube : wnuki gorskiego

UWAGA! Klip z piosenką znajduje się pod postem. Samanto jeszcze raz dziękuje za pomoc.

Muzyka i aranżacja Piotr Paweł Kowalicki, tekst to adaptacja wiersza Grażyny Tatarskiej dokonanej przez Grzegorza Rycak, wokal Katarzyna Wiercińska oraz McGlobal.
 
XXX
 
"Skok na EURO" – zrobiłam dla kasy i ponad pół roku wcześniej niż UEFA dokonała ceremonii losowania. I zapewniam, że nie miałam kontaktu z Michelem Platinim... chyba, że telepatyczny.
To mini opowiadanie napisałam po ogłoszeniu konkursu literackiego o "Pióro Prezydenta Warszawy" z cyklu Wędrówki po mojej Warszawie, a więc na długo przed ogłoszeniem wyników losowania UEFA dot. organizacji EURO w 2012r.
Lubię literaturę SF i stąd może takie zakończenie.
Kiedyś wysłuchałam w radio wywiad z Kazimierzem Górskim – tuż przed jego śmiercią – i bardzo mnie poruszył i zainspirował do zakończenia opowiastki na konkurs o Warszawie „ I tu jest moje miejsce”.
 
 
                                                                                          
 
SKOK NA EURO                                                        
                                                                 
 
   -   Jak dojechać na Stadion Dziesięciolecia? – zapytałam ludzi stojących na rogu Towarowej i Okopowej.
   -    Z tego przystanku – wskazała ręką starsza kobieta – Tramwaj numer 26 lub cofnie się pani do Placu Zawiszy. Stamtąd każdym można dojechać – i uśmiechnęła się przyjaźnie.
 
Jej twarz wyglądała jak przysłonięta pomarszczoną siatką. Nikt oprócz niej nie kwapił się z udzieleniem mi informacji.
Zapaliło się zielone światło. Ludzie z impetem wkroczyli na przejście dla pieszych, niczym owce poganiane przez owczarka.
   -   Dziękuję pani, ale nie będę się cofać, właśnie stamtąd jadę. Ktoś wprowadził mnie w błąd.
   - Na pewno nie był warszawiakiem – usprawiedliwiając drobnego kłamcę podążyła za przechodniami.
 
Na przystanku wylegiwały się dwie puszki po piwie. Widok nie był optymistyczny.
Dawno nie byłam w stolicy. Zmieniła się. Nie ma jednej twarzy – tej odbudowującej się z ruin wojennych – lecz ma tysiąc masek.
Moja Warszawa poszatkowana na miejsca, zaułki, place – stała się labiryntem z tysiącem chaotycznych uliczek i alej. Jednak olśniewa, rozkochuje w sobie.
Poddajemy się jej magii albo wyjeżdżamy w inne rewiry przestrzeni miast i osad.
Lecz mieszkańcy wyznaczają centra miast i ich peryferie.
 
 
Przyjechał zatłoczony tramwaj. Wsiadłam do ostatniego wagonu, a raczej wcisnęłam się w kąt, aby nikt nie zasłaniał mi okna lub nie przepychał z miejsca na miejsce.
Kiedy wjechał w tunel trasy W-Z rozrzewniłam się – to w tym tunelu Stanisław Królak zasłynął między innym jako bohater walk na pompki z radzieckimi kolarzami – przypominam sobie opowieści ojca.
 -   Ach! te majowe Wyścigi Pokoju... minęły bezpowrotnie – rozmyślałam patrząc na kolumnę aut przesuwających się w porannych korkach.
Z dyskietki swej pamięci odtwarzałam sportowe igrzyska, czy barwne, huczne dożynki na płycie stadionu, czy zakończenie etapu kolarskiego.
W trakcie wyścigu kolarskiego uciekałam z lekcji z innymi wagarowiczami i przyjeżdżam pod główną bramę wjazdową stadionu, żeby zobaczyć finiszującego Szurkowskiego. Był naszym idolem.
 
 
Dziś stadion kojarzy się z wyprawami handlowymi. W żadnym kraju nie usłyszysz takiego dialogu:
   -    Gdzie kupiłaś to futro?
   -    Na stadionie! Za parę groszy. 
To też jest nasza stolica. Potrafi zmienić twarz i historię.
 
 
Tramwaj wjechał na most Śląsko-Dąbrowski łączący dwie połowy miasta przeciętego Wisłą.  Stąd był najlepszy widok na nadwiślańską panoramę Warszawy.
   - Boże mój! niemożliwie! Już odbudowali Arkady! – zawołałam półgłosem, aż stojący obok pasażer odwrócił się.
Tramwaj jechał powoli poprzez zatłoczony most. W zwolnionym tempie oddalała się lewobrzeżna skarpa miasta z czerwonym, dostojnym Zamkiem Królewskim, z odsłoniętymi Arkadami Kubackiego, z wieżami Katedry św. Jana i kościołów z Rynku Nowego Miasta.
Skarpa oblana porannym słońcem, otoczona majową, soczystą zielenią – wyglądała jak z obrazu Canaletta.
Miałam ochotę wyskoczyć z tramwaju, oprzeć się o balustradę mostu, wtopić w pejzaż poranka, i jakże już innego od tego z przystanku na Towarowej.
   
Poznawanie miasta wymaga czasu i olśnienia.
Owa elektryczność która przechodzi wzdłuż kręgosłupa na widok fragmentu domu, jakiego pomnika, drzewa przy przystanku, kobiety idącej po rozsłonecznionej ulicy otulonej zimową aurą, lub po prostu witryny sklepowej – te wszystkie niesamowite, olśniewające widoki sprawiają, że potem wracamy do tego miejsca, nie wyobrażając sobie życia gdzieindziej.
Każdy mieszkaniec jest cząstką, nerwem miasta. 
 
 
W żółwim tempie przejechałam Wisłę.
Rzeka rozlewała swe wodne cielsko w różne zakola i meandry. Połyskiwała srebrzystymi koralikami. Z mostu sprawiała wrażenie rozwiniętej beli materiału, po której hasał wiatr. Dookolne, nadwiślańskie zielenie zakleszczały niebieską-wodną materię i harmonijnie z nią współistniały.
Te dzikie łąki i krzaki jak nadbrzeżne zagajniki niewielu warszawiaków zachęca do spacerów w sobotnio-niedzielne popołudnia.
Nie jeździmy ścieżkami rowerowymi wzdłuż Wisły. Wolimy ucywilizowaną Warszawę. Z odwiedzającymi nas gośćmi – idziemy do Ogrodu Saskiego, do Łazienek lub jedziemy do Wilanowa. Lubimy podreptać ze Starego Miasta w Nowy Świat lub odwrotnie.
Paryż ma swoje Pola Elizejskie, a my Trakt Królewski.
 
Wysiadłam przy ulicy Zielenieckiej.
Z tramwaju wysypali się ludzie jak ziemniaki z rozerwanego worka.
Idziemy z wózkami, a raczej biegniemy, przepychamy się, trącamy się torbami lecz nikomu słowo „stadion” –  nie kojarzy się z igrzyskami sportowymi, z turlającą się piłką, z naszymi okrzykami: strzelaj, strzelaj, to nasz gol!
Na horyzoncie aż po koronę Stadionu Dziesięciolecia widać długie i pokrzyżowane szeregi bud, pozlepianych, przycupniętych, rozkraczonych – w dziadowskie obrazy.
Budy przybliżają się, wychodzą naprzeciw ludziom wysiadającym z rożnych tramwajów przy Zielenieckiej, i byle dopaść pierwszego klienta.
Budy okalające stadion i ludzie co wysiedli z tramwajów są wspólnotą targu, zakupów, przekomarzań, okrzyków lecz nie mają nic z ducha stadionu, z naszej narodowej dumy.
 
Na stadionowy, międzynarodowy targu możemy spotkać ludzi o różnym kolorze skóry.
Tu możemy kupić towary wyprodukowane w przedziwnych miejscach globu, a których na pewno nigdy nie odwiedzimy.
Tu możesz przeżyć szok, tu możesz kupić tanio wyroby Adidasa lub jego podróbki.
Tu możesz sprzedać lub kupić papierosy bez banderoli, albo pirackie płyty ze światowymi szlagierami, czy kieszonkową bombę i najnowszy program Microsoftu lub po prostu kapcie za pięć złotych.
 
 
Wcisnęłam się w kolorowy, gwarny tłum między prowizoryczne budki a niechlujne blaszaki-stoiska. Ich metalowe półki wyginały się pod ciężarem egzotycznych towarów.
Kluczyłam po krętych uliczkach, podobnych, identycznych i z identycznym straganami.
 
O moja stolico, masz miejsca przypisane tylko sobie.
Masz miejsca, których w żadnym innym mieście nie spotkam.
Mijam, a raczej mnie omijają bary na kółkach, lody na patyku.
Mijam prowizoryczne stoiska z kartonów, ze skrzynek po piwie, mijam rozłożone łóżka polowe, na których wylegują się majtki różnych rozmiarów i kolorów.
Mijam to targowisko korzyści, którym karmi się złodziej, ochroniarz, gangster i prostytutka.
 
 
Uporczywie przepycham się pomiędzy straganami. Wreszcie słyszę znajomy głos:
     -   Ewa! Ewaaa! Cooo? nie widzisz mnie? Pisałam ci, w którym sektorze pracuję. Gapciu!
     - Boże! A ja od pół godziny błądzę! Nie mogłam cię znaleźć! – krzyczę radośnie i wpadam w objęcia kuzynki Marysi sprzedającej buty.
     -   Oj! budy są wszystkie takie same! Sama chińszczyzna! Ech! bazar na Różyckiego… ten miał klasę, kreował modę... No, jak ci się sprzedaje? Idzie coś ? –  wołam na przywitanie i nie czekając na odpowiedź wyciągam z plecaka zawiniątko mówiąc:
     -    Marysiu to dla ciebie. Piekłam sama! Dobry ser miałam, zaiste i smaczny sernik będzie.
 
Kuzynka parzy herbatę. Rozkłada kolejne turystyczne krzesełko wciskając je między regały.      
     -    Nie ruszaj się gwałtownie, bo buty na głowę ci polecą! – mówi ze śmiechem.
Po pogaduszkach z kuzynką idę na zakupy, a gdy wróciłam ona przez ten czas sprzedała jedynie dwie pary butów. Kiepski interes.
Za to przy sąsiednich, wietnamskich stoiskach ruch jak na Marszałkowskiej. Nagle słyszymy kobiecy pisk i męski ryk.
    -      Nie, k... tu kupowałem!!! Oddaj pieniądze! – wydziera się kilkunastoletni osiłek.
    -      Maryjaaa! – piszczy młodziutka Wietnamka – Ja nie rozumieć pana.
    -      O co chodzi? – pyta Maria patrząc osiłkowi w oczy.
    -    Kasa! k... nie rozumiesz. Jak ci dopier... Zaraz zrozumiesz! – wymachuje spodniami, a które w tym wzorze i fasonie nie leżą na stoisku Wietnamki.
Zignorował pytanie Marii. Uparcie żąda zwrotu pieniędzy od mikrej a subtelnej, wietnamskiej dziewczyny.
    -    Nie widzi pan, że nie ma tych spodni w sprzedaży?! Ukradł pan gdzieś indziej! – ripostuje kuzynka.
    -      Ty się zamknij, nie twoja sprawa! – zawył osiłek nad uchem Marii.
    -     Zaraz zadzwonię po ochronę! I nie jestem dla ciebie „ty”! Wynocha chamie! – uczy go moresu. Na próżno, bowiem osiłek wrzasnął jeszcze głośniej:
    -      Nie wpier... się!!! Chcesz mieć towar cały?!
Nie wiem, jak zakończyłaby się awantura, gdyby nie przybyły posiłki polsko-wietnamskie składające się z okolicznych sprzedawców i jednego ochroniarza.
   
Stadion Dziesięciolecia – to nadwiślańskie zagłębie natury i kultury /albo jej braku/ i oczywiście oszałamiającego biznesu.
Stadion – nie tylko centrum handlowym kradzionych akcesoriów, to miejsce żywe, tętniące różnymi stronami świata. To także miejsce pracy tysiąca uczciwych sprzedawców, którzy w ten sposób zarabiają na życie swoich rodzin.
To tu, na dworzec autobusowy „Stadion” przyjeżdżają autobusy kursowe z Mińska.
To tu, pod stadionem znajduje się największy parking autobusowy z rejestracją zza wschodniej granicy.
To tu, jest przecięcie się szlaków, nie tylko tych handlowych ze wschodu na zachód. Od korony stadionu po krańce jego obrzeża przecinają się uliczki chińsko-wietnamsko-afrykańsko-rosyjskie. Każda z nich żyje własnym życiem.
I ty w Warszawie znajdziesz swoje miejsce. Przystanek Wschodu i Zachodu.
 
Minęło kilka lat od tamtego incydentu na Stadionie Dziesięciolecia, podczas odwiedzin kramiku kuzynki Marii.
Upłynęło wiele wody w Wiśle, a która dalej nęci nasze oczy wodnym cielskiem i co roku w sposób naturalny zalewa okoliczne szuwary. One nie zniknęły z okolicznego pejzażu stadionu. Zniknęły szczęki, budy, stragany.
Zostały w pamięci tych milionów odwiedzających Jarmark Europa, który teraz nazywa sięStadionemNarodowym im. Kazimierza Górskiego.
 
 
-           Babciu, skoczymy jutro na EURO? Coo? Gra Legia Warszawa z Realem z Madrytu.
Skoczmy na EURO!? – prosi mój wnuk Rafał.
-           Rafał, wiesz, że piłka nożna mnie nie interesuje – oznajmiam kategorycznie.
-           Babciu zaśpiewamy twoją piosenkę. Usłyszysz w wykonaniu kibiców. A jeśli będziesz
się nudzić, to... powspominasz jak z babcią Marysią handlowałaś na stadionie. Znam te opowieści na pamięć. Aha... mam już dla ciebie bilet!
Wymusza ode mnie zgodę – wymachując biletami. I jakże oprzeć się kuszącemu szantażowi...
 
Siedzę na trybunie z Rafałem i z wnukami kuzynki Marysi. Stadion ma szklany dach, wygodne siedzenia, przestronne sektory, a soczysta zieleń wystrzyżonej murawy boiska kokietuje kolorem.
Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej EURO 2012 rozpoczęte. Po murawie toczy się z gracją biało-czerwona.                                                              
Wnukowie wrzeszczą, tak jak to robili ich dziadkowie w ich wieku. Boję się, że szklany dach stadionu od ryku popęka i runie nam na głowy.
Chcę odizolować się od wrzeszczącego tłumu i dać się porwać wspomnieniom o Warszawie, kiedy w tym miejscu był największy, międzynarodowy bazar Jarmark Europa.
Kiedy to warszawiacy przyprowadzali na stadion swoich gości jak na spektakl do teatru, a ludzie z Afryki czuli się tu jak w domu.
Stadion był miejscem ich kontaktów po przekroczeniu polskiej granicy. Nielegalnie zatrudniali się jako tragarze u azjatów, lub zajmowali się sprzedażą przywiezionych ze sobą towarów.
My, sprzedawcy byliśmy mistrzami niejednego, rozegranego meczu zaserwowanego przez życie.
Jakże nie kochać takiego miejsca...
To miejsce nie przyniosło mi wielkich zysków, gdy traktowałam je jako miejsce pracy. Maria pozwoliła, bym obok niej rozłożyła swój kramik. Ale to już inna bajka.
 
O moje miasto, masz miejsca, które wciąż żyją własnym życiem i są zmienne jak życie.
I niczym magnes przyciągają ludzi z odległych przestrzeni ziemi, jak kiedyś na stadion-bazar „Jarmark Europa”.
Stadion – miejsce dumy kibiców, narodowych czy lokalnych imprez, a który przeistoczono w stadion korzyści, w stadion upokorzeń, stadion przemian człowieka i historii.
 
Idę między rzędami numerowanych, wygodnych foteli na taras widokowy do jednej z kafejek. Jest pusto. Zamawiam drinka. Siadam po stronie z panoramą na Wisłę. U podnóża korony stadionu rozpościerają się kompleksy hotelowe i handlowe, jakże inne od tych prowizorycznych bud, za które dzierżawca zgarniał niezłą kasę.
Bulwary czarują zielenią.
Nie pamiętam tylko czy to była sobota, czy piątek wiosną 2012 roku.
 

KOMENTARZE

  • DO ADMINI
    Dzięki za fantastyczną fotkę... no i miejsce na SG.
  • Powiem tylko tyle...
    Urzekła mnie ta historia, bo choć nigdy nie byłam na bazarze Europa, to dzięki Pani dzisiaj jednak tak.Bardzo plastyczne opowiadanie . Super!
  • Tatarka GRATULACJE
    Dlaczego nie wkleiłaś tego klipu. Wiem, że jesteś bardzo skromna, ale tym razem to przesada. Zrób oddzielną notkę i niech zaistnieje na NE, bo przecież swoje wiersze zaczęłaś publikować na Ekranie, powinni być dumni, że debiut udany. Jeszcze raz gratuluję.

    Admini proszę ten klip na pierwszą stronę.

    http://youtu.be/Ug9b74gjt8w
  • @marzanna 16:59:22
    Dzięki za rzeczowe dwa zdania recenzji. Klimaty nieistniejącego już Bazaru Europa można opisać w książce sensacyjnej. Przeistoczenie stadionu na targ tylko u nas było możliwe.
    Dobrze, że ten horror jest już historią. Cieszmy się Stadionem i kibicujmy naszej drużynie.
    Może będzie jak w piosence…
    Serdecznie pozdrawiam.
  • @Samanta 17:08:57
    Droga Samanto,
    Jestem niezmiernie wdzięczna za pomoc. Oczywiście usiłowałam załączyć klip, ale nie jestem operatywna w kwestii internetowych sztuczek. Powinnam zrobić według Twojej sugestii, czyli nowy post z samym kipem. Tylko jak to zrobić???
    Póki co, zainteresowanych pokornie odsyłam na youtube.
    Dawno Ciebie nie czytałam.
    Serdecznie pozdrawiam GT
  • @Tatrako
    Przyznaję ,że zarówno polityka ,a jeszcze bardziej sport jest rzadkim gościem mych zainteresowań,dlatego w zasadzie przez przypadek natknęłam się na Twoje ciekawe opowiadanie.

    Akurat przygotowywałam tekst nt Agaty Mróż i kiedy już go wydrukowałam zauważyłam równiez Twoje opowiadanie.

    Nie powiem podoba mi się ,jest żywe,realistyczne,wiernie oddaje "stadionowy" (i nie tylko) klimat.

    Taak, ja też pamietam ten największy bazar w Europie,gdzie można było nabyć dosłownie wszystko,sama czasem tam coś kupowałam, a częściej szwagier mojego ex,który mieszkał kika przystanków dalej,niestety on i jego żona juz nie żyją,chociaz to jeszcze byli młodzi ludzie,a jego siostra to moja dawna koleżanka,zmarła przed pięćdzisiątką,na raka...

    Sorry za ten wtręt,ale to miesjce przywodzi mi na myśl i takie chwile...

    Dzieki za te wspominki,zupełnie jakbym tam była.
    Czytając Twój tekst Tatarko to miejsce ożywa w mojej pamięci...

    Pozdrawiam Ciebie serdecznie
  • @Tatarko,rozstrzepaniec ze mnie!
    Sorry, Wybacz !

    Gratuluję nie tylko opowiadania ,ale i tekstu piosenki przysposobionej przez G,Rycaka !

    Gdyby nie to,iż dzisiaj dałam w tej zakładce tekst,to nie wiem,kiedy bym Twój odkryła,a tak to widzę,że był już wczoraj zamieszczony, no cóż
    dobrze,że chociaż teraz ...
  • @ Tatarka
    Gratulacje !!!
    A miejsce na SG?...... Należy Ci się jak psu buda. Zawsze.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • @Niespodzianka 00:21:33
    Witaj Niespodzianko,
    przypadki są miłe i niespodzianki są miłe.
    Dzięki za wpis, to znaczy, że te 3 stronki o Jarmarku Europa nie są ramotką choć przez zakończenie - stały się aktualnie bez polotu. Zakończenie robiło wrażenie podczas rozdania konkursowych nagród, byliśmy świeżo po losowaniu i każdy wiedział, że to nie ściema a odlot.

    Po Euro zmienię zakończenie, bo bazarowe historyjki nabierają teraz innego wymiaru.
    Czasem wpadam do Ciebie, nie zawsze jestem zalogowana, więc nie robię wpisu, ale masz dużo dobrych wierszy.
  • @kmeehow 03:25:39
    Wszelki duch Pana Boga chwali.
    Dawno nie czytałam Twoich postów, po prostu mijaliśmy się, a teraz zajrzalam na stronkę i widzę że muszę odrobić zaległości.
    Do następnego spotkania.
  • @Tatarka 18:37:09
    Dobrze, że ten horror jest już historią.

    Ja bym nie mówiła hop:)Kto wie co się stanie ze stadionami po Euro.
  • @marzanna 12:29:40
    Wydano nasze, Polaków miliony, a które ktoś "wybrany" zarobił - nie możemy dopuścić by teraz zarosły pajęczyną zapomnienia.
    Feralnie się stało, że zgodziliśmy się na projekt dachu, który jest atrapą nic nie dającą. Jeśli przyjdą ulewy – runie, jeśli będą śniegi – runie! Rozkładany będzie jako parasol przeciwsłoneczny.
    A Kapler- wyłudzacz żąda nagród za fuszerkę!!! W pokrzywy go pognać! Albo pokrzywą złoić tyłek!
    Stadion musi służyć do różnych zgromadzeń kulturalno-sportowych o charakterze narodowym i nie tylko. Występy zespołów folklorystyczne i prezentacje wyrobów z danych regionów – to może być promocją Polski.
    Nasz folklor pokazywany jest w pigułce na Placu Zamkowych z okazji różnych świąt. Teraz można tę promocję rozszerzyć – na terenie stadionu / może nie samo boisko ale jego obrzeża chyba się nadają.
    Nie wiem jak wygląda stadion. Po Euro Pojdę obejrzeć to miejsce może wpadną mi jakieś cuda-pomysły to podzielę się nimi.
    A Ty M. wyjątkowo – obserwujesz moja stronę. Nic tu takiego. Ale witam zawsze życzliwie - GT
  • @Tatarka 13:15:09
    Oby coś się działo w tym kierunku o którym piszesz.Ja jednak czarno to widzę, może nie tyle chodzi mi o Warszawę , bo stadion ma dobrą lokalizację, ale np, taki Wrocław.Kto pojedzie na taką pipidówę podziwiać zespoły folklorystyczne?To ma miejsce w Rynku.Nikt też nie pojedzie tam ot tak napić się piwa czy poćwiczyć na siowni, no chyba , że garstka pobliskich mieszkańców.A jest co utrzymać, bo to kolos, zobacz zresztą sama.Fajna wizualka.
    http://www.2012.wroc.pl/static/37/Stadion-Tour.html

    A i owszem zaglądam tu , bo lubię Twoje pióro:)
  • @marzanna 18:17:08
    Wszyscy mnie sprawdzają. Co jest z Ekranem? A przedwczoraj serwis odciął kogoś kto podłączył się pod mój internet. Kiedy loguję się na NE - później mam problem. Przepraszam za dygresję.

    Witam Panią.
    Warszawa jako stolica ma obowiązek promowania regiony.
    Wrocław jest w innej konfiguracji… aha, nie otwiera się filmik o wrocławskim stadionie, ale to co zobaczyłam jest imponujące.
    Wrocław ma mądrego gospodarza i nie będzie zajmował się folklorem. Ich stadion zaistnieje jako arena dla wielkich międzynarodowych projektów muzycznych i wystawienniczych… tak sądzę.

    Ale po co paplę, co ja wiem o stadionach, na których nigdy nie byłam? Jeszcze nigdy nie oglądałam na meczu w realu.
  • @Tatarka
    Piszesz Tatarko,że chcesz zmienić zakończenie,no,cóż zrobisz,jak uważasz,mnie się ono podoba,ale czasem jest nowy,moze lepszy pomysł,zatem to Twój wybór.

    Wygląda na to,że to była Twoja podróż sentymentalna...

    Taak,to miasto się zmienia, wiele miejsc jest już innych,zamiast pralni sklep, zamiast np sklepu spożywczego knajpy ,nowy budynek,inny skwer itp...jednym słowem coś się rodzi ,a inne idzie do lamusa

    Cieszę się, że mnie odwiedzasz, i że są wiersze,ktore sie Tobie podbają

    Pozdrawiam serdecznie,oby na tym naszym nowo wybudowanym stadionie nasi piłkarze spisali się jak najlepiej
  • @Niespodzianka 00:12:40
    "Wnuki Górskiego" to piosenka z serii piosenki życzeniowej, a jeśli wygrają z Grecją i Rosją - będę Kasandra!
    Nie tęsknie za harówą na Stadionie, gdzie na pracy sprzedawców czy tragarzy towarów - zarabiali ci, którzy teraz mają własne kilkupiętrowe wieżowce w Wietnamie, nie mówiąc o firmie Damis, zarządzającej wówczas stadionem.
    Cieszmy się, że jesteśmy świadkami dużych zmian na „twarzy” stolicy i nie jest to jedynie lifting. Kosmetyka owszem przykrywa rozkopy ale wierzę, że niedługo Warszawa będzie miała nowego gospodarza, który nie przehandluje obcemu kapitałowi, tego so zostało.

    Piszesz coraz ciekawsze wiersze Niespodzianko, ale o tym już na Twoim blogu.
    Serdeczności ślę.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

ULUBIENI AUTORZY

więcej